Alfa Romeo 146

Historia

alfa146011Historia tego auta zaczęła się w momencie, w którym to uświadomiliśmy sobie z żoną, że czas uniezależnić się „mobilnie” od megane mojego ojca. Na świecie od pięciu miesięcy oprócz Natalki był już Wojtek i pożyczanie samochodu stawało się kłopotliwe. Wyruszyłem więc na poszukiwania. Opcje były różne, np. kupno jakiegoś małego pojazdu dla rodziców (Peugeot 206, Renault clio) i zamiana na wspomnianego megane. Jednak któregoś wrześniowego dnia 1998 roku wraz z niejakim Markiem K. po penetracji salonów i komisów nogi zawiodły nas na Karkonoską – wrocławskiego „zagłębia” sprzedaży samochodów. Tam spacerowaliśmy sobie po komisowym przydealerskim placu i naszą uwagę zwróciło to coś zielonego. Była to właśnie opisywana tu Alfa 146 z silnikiem boxera pojemności 1,6, wyposażona m.in. w klimatyzację, o której marzyła moja Jola. Do tego cena wydawała się przystępna jak na dwuletnie auto tej klasy – 33 tysiące złotych. Mnie troszeczkę nie podobał się przebieg (55 tys. – jak na dwa lata to sporo), ale co tam – decyzja zapadła – bierzemy ją!
Parę dni trwało przyznawanie kredytu, wszystkie sprawy formalne, aż wreszcie pierwszego października odebrałem kluczyki do odpalonej chwilę wcześniej zielonej niewiadomej. Piszę tak o niej, bo w owym czasie pojęcia o Alfach nie miałem żadnego i właściwie nie wiedziałem, co mnie czeka. Wcześniejsza jazda próbna to jak lizanie cukierka przez szybę – na prawym fotelu.
Szybko jednak przekonałem się, że w porównaniu z tym, czym wcześniej dane mi było się poruszać, Alfa to zupełnie inna bajka. Dynamiczna, sztywna, reagująca na każdy ruch kierownicy. Chwilę trwało nim przyzwyczaiłem się do głośnej, ale jakże miłej w końcu dla ucha pracy boxera. Zacząłem też interesować się samą marką. Oczywiście najprostszym sposobem był internet, gdzie trafiłem na raczkującą listę dyskusyjną, z której to zawiązał się klub IK@R. Kiedy rozpoczęły się zapisy akurat miałem nocne zmiany w pracy i tym sposobem zostałem klubowiczem nr 4 – tuż po zarządzie.
Parę razy spotkałem się też z panem Tomkiem Alechnowiczem, szefem przydealerskiego klubu Alfy Mia Giulia, ale jakoś charakter tej instytucji nie bardzo mi leży i pozostaję przy wymianie uprzejmości z jego szefem.


Eksploatacja

alfa146152Moją stoczterdziestkąszóstką jeździłem do czerwca 2003 roku, czyli niecałe pięć lat. Przejechałem prawie 50 tys. kilometrów, większość po mieście, wakacyjnie trochę dalej – wszystko w granicach Polski. Regularnie co 10 tys. km zmieniałem olej (Mobil 1 5W50). Prócz tego wymienione zostały:
– końcówki drążków kierowniczych
– przy 75 000 km – pasek rozrządu + wszystkie klinowe
– wahacze z przodu
– tarcze i klocki z przodu
– przy 89 000 km – olej w skrzyni
– tłumiki środkowy i końcowy (wierna kopia Walkera wykonana przez pana Zenka z warsztatu przy ul. Opolskiej we Wrocławiu – połowa ceny oryginału i półtora roku gwarancji)
– chłodnica (również używka – regenerowana)
– centralka sterująca układem chłodzenia i klimatyzacji (o tym poniżej).
W sumie nie miałem powodu do narzekania, tylko lałem benzynę i jeździłem. Kilka razy korzystałem z autoryzowanego serwisu ADF, ale tych parę wizyt skutecznie mnie do niego zniechęciło. Poznałem i mam już zaufanych fachowców we Wrocławiu, no i szwagra – mechanika-blacharza.
Czasem zdarzały się zwarcia w elektryce (tylna lampa), co powodowało dyskotekę świateł tylnych i kierunkowskazów. Po przejechaniu przez kałużę lub w czasie jazdy podczas deszczu zdarzało się zaświecić kontrolce wtrysku, ale po powtórnym odpaleniu gasła. Zaświeciła się też kontrolka poduszki powietrznej – nie była wystrzelona, a w ADF chcieli wymienić pół auta, więc olałem sprawę.

alfa146203Zdarzyła się też przygoda na parkingu, kiedy to paniusia wsiadając do swojego malucha stojącego pod górkę dała na luz i z otwartymi drzwiami z niej zjechała pięknie rysując mi drzwi. Awantura była potężna bo babsko wypierało się wszystkiego, dopiero groźba wezwania policji poskutkowała podpisaniem orzeczenia. PZU kosztowało to ponad 8 stów.
Miałem też problem z numerem silnika – okazało się w czasie okresowego przeglądu, że numer silnika nie zgadza się z tym w dowodzie rejestracyjnym. Ten błąd powstał już przy sprzedaży przez dealera- trzeba się było nieźle nagimnastykować z papierami – list do FAP, faktura korygująca dla pierwszego kupującego, komisowa dla mnie i parę godzin stania w wydziale komunikacji. Wszystko skończyło się dobrze.


Awarie

Zaczęło się pewnego upalnego majowego dnia 2002 roku, w którym to w czasie jazdy po mieście temperatura płynu chłodzącego wzrosła, zapaliła się kontrolka a spod maski zaczął wydobywać się dym. Alfa się zagotowała! Przy pomocy Antka – klubowego kolegi z Wrocka auto zostało zholowane i trafiło do Warsztatu Sebastiana Bogulaka. Okazało się, że nie uruchamia się wentylator chłodnicy. Sebastian walczył tydzień, wzywał na pomoc elektryka (świetny fachowiec pan Bogdan) i wyglądało na to, że uporali się z awarią. Spokojny pojechałem z rodzinką na wakacje do Krynicy Górskiej. W czasie jednej z wycieczek tam odbywanych sytuacja się powtórzyła – bez zagotowania, ale kontrolka się zaświeciła. Zadzwoniłem do Sebastiana – kazał poruszać kabelkami i wentylator się włączał. Wróciłem z wakacji i oddałem samochód w ręce pana Bogdana. Ten założył jakieś dodatkowe zabezpieczenia, wymienił 2 przepalone przekaźniki i wszystko zagrało.
alfa146181Przełom marca i kwietnia 2003 to pasmo nieszczęść. Pewnego ranka stojąc na światłach w drodze do pracy, po zapaleniu się zielonego próbuję ruszyć a tu… biegi w ogóle nie wchodzą, lewarek luźno lata we wszystkie strony. Wszystko gra tylko Alfa nie chce jechać. Spycham ją na chodnik, szwagier odholowuje mnie do swojego warsztatu. Tam po konsylium wyjęta zostaje skrzynia biegów i okazuje się, że pękły dwa z czterech kół stożkowych w przekładni planetarnej. Po poszukiwaniach znajduję speca, który podejmuje się naprawy (pan Artur z Pułaskiego) za naprawdę rozsądne pieniądze (brałem już pod uwagę kupno używanej skrzyni – koszt 1500 zł). Przy okazji przymusowego postoju w warsztacie wykryta zostaje dziura w chłodnicy i ta zostaje wymieniona.

alfa146171Po złożeniu wszystkiego do kupy okazuje się, że wentylator chłodnicy cały czas pracuje. Znowu jadę do magika-elektryka. Jego diagnoza jest druzgocząca dla mojej kieszeni – padła centralka sterująca układem chłodzenia i klimy – 700 złotych! Co robić – zamawiamy i po dwóch tygodniach ląduje ona pod maską. I znowu szczęśliwy jadę do domu, ale czujność rozbudzona każe sprawdzić, czy wentylator chłodnic się włączy. No i dupa – nie działa, jeno palą się bezpieczniki! Powrót do p. Bogdana, rozbebeszanie chłodnicy, sprawdzanie całej elektryki, wreszcie po kolejnym dniu i mojej kilkugodzinnej asyście wykrywa przebicie! Problemy znikają jak ręką odjął i szczęśliwie mogę jeździć dalej – aż do czerwca 2003. Wtedy pojawiła się wymarzona 156.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.