Dzieci w operze

Artykuł z Gazety Wyborczej, który ukazał się w dniu premiery Kobiety bez cienia.

Polska prapremiera Kobiety bez cienia. Pierwszą polską inscenizację Kobiety bez cienia Richarda Straussa reżyseruje Hans-Peter Lehman. Oprócz zawodowych śpiewaków wystąpią też dzieci z chóru pod dyrekcją Bassema Akiki.

Zamiast na podwórko idą do opery. Ćwiczą technikę śpiewu, uczą się libretta, a podczas przerw w próbach odrabiają zadania domowe.
– Ćwiczymy coś po raz kolejny, ale dalej nie wychodzi. Robi się późno, trzeba kończyć próbę, a dzieci protestują. One chcą powtarzać, aż zaśpiewają dobrze! – opowiada o zapale swoich podopiecznych pochodzący z Libanu dyrygent Bassem Akiki.
– Koleżanki ze szkoły uważają śpiewanie w operze za dziwne hobby, ale występowanie na scenie jest bardzo przyjemne – mówi chórzystka Róża Marek. – Mamy fajne kostiumy, szczególnie „mumie” – dodaje Ania Mindowicz. „Mumiami” nazwali stroje, w których śpiewają jako chór nienarodzonych dzieci w pierwszym i trzecim akcie Kobiety bez cienia. To jeden z wielu symboli w tym skomplikowanym dziele, ale mimo obaw dorosłych dzieci zrozumiały fabułę błyskawicznie. Historia, w której łączą się losy ludzi i duchów, jest dla ich wyobraźni całkowicie logiczna. Muzyka okazała się trudniejsza. Strauss napisał dzieciom bardzo wysokie partie (aż do D trójkreślnego) i trzeba uważać, żeby nie forsować delikatnych głosów. Ale dzieci dobrze się bawią podczas ćwiczeń technicznych i tzw. rozśpiewek, które dorosłych czasem nudzą.
Śpiewający od września 2008 r. chór debiutował w koncercie kolęd, a na wielkiej scenie w Królu Rogerze Karola Szymanowskiego.
– W Kobiecie bez cienia więcej nas widać, śpiewamy we wszystkich aktach, a w drugim nawet biegamy po scenie, więc ten spektakl bardziej mi się podoba – mówi Róża. – Występy dziecka to wysiłek dla całej rodziny – dodaje mama Róży, Małgorzata Marek. Rodzice na zmianę przyprowadzają i odbierają pociechy z prób i spektakli, które trwają do późna. W przedpremierowym tygodniu dzieci razem z całym zespołem ćwiczą od 18 aż do 22, a od środy także rano. Jak wytłumaczyć nieobecności w szkole? – Poważna rozmowa z nauczycielami dopiero mnie czeka – przyznaje pani Małgorzata. – Myślę, że zrozumieją, że śpiew w operze to dla córki wielka przygoda. Sami śpiewacy (wiek 8-13 lat) nie dostrzegają uciążliwości. Wszystko jest zabawą: gdy nie potrafią czegoś zaśpiewać, dopytują, co zrobić, żeby było dobrze. Ta atmosfera udziela się prowadzącemu chór dziecięcy Bassemowi Akiki.
– Dziś w trakcie krótkiej przerwy dzieci bawiły się w jakąś grę, a ja z nimi – mówił po próbie w czwartek. – Po chwili zapomnieliśmy o przedpremierowym stresie. Urodzony i wychowany w Bejrucie Akiki bał się pracy z dziećmi. – Chórowi dorosłych można powiedzieć: „Tu jest nieczysto” i oni coś z tym zrobią. A chórowi dzieci też mówię, że jest nieczysto, ale potem muszę powiedzieć, jak to poprawić – tłumaczy. – Na początku mali śpiewacy nie rozumieli, że harmonia to kilka głosów, z których tylko jeden śpiewa linię melodyczną. Wszyscy chcieli być sopranem. Problem wraca, gdy zdarza się mniej wpadająca w ucho melodia, a w tym samym czasie któryś z głosów śpiewa coś przyjemniejszego – wszyscy „uciekają” do tego ładniejszego głosu. Opera Wrocławska jest jednym z niewielu teatrów, które zdecydowały się na utworzenie stałego chóru dziecięcego, mimo że librett z partiami dla dzieci nie brakuje. Na przyszły sezon zaplanowano już dwa spektakle z ich udziałem. Być może także indywidualny koncert chóru.

Link do artykułu

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.